Wywiad z prof. Henrykiem Goikiem

Nietypowy podróżnik i nasz parafianin

2020-11-21

 

Panie Boże (…), mija północ, nowa doba wczorajszej przywrócić nie zdoła. Dobrego uczyniłem niewiele. Boże, wybacz mi. Przed snem proszę, czego pragnę; bym wypełniał Twoją wolę przez kolejny (…) dzień. Wysławił chwałę Boga, ukazał świadectwo, znalazł czas dla bliźnich: pocieszył samotnego, odwiedził chorego, odpowiedział pytającym, dotarł do zapomnianych, prawdzie nie uchybił, spotkanych nie zgorszył.             Wykonał co najważniejsze, a potem, co dobre, z miłością, z miłości. Choć jesienny wiek, proszę także o mądrość niezbędną do odkrycia nowych wyzwań. Mogę prosić o coś jeszcze? Pomnóż me umiejętności, dodaj siły, bym mógł służyć lepiej, więcej.

KRYSTYNA KAJDAN: - Panie Profesorze, fragmentem wiersza napisanego przez Pana w lipcu 2013 roku pragnę tę rozmowę rozpocząć, gdyż często do niego wracam. Ma formę modlitwy i rozmowy z Panem Bogiem. W jakich okolicznościach powstał?

PROF. HENRYK GOIK: Wiersz, który mnie samego wzrusza, powstał w swoim podstawowym kształcie w środku pewnej nocy, kiedy byłem w domu sam; żona musiała wyjechać na kilka dni. I to poczucie samotności spowodowało, że bardzo chciałem porozmawiać z Panem Bogiem. Były to piękne chwile, nawet godziny, bardzo blisko Stwórcy. Napisałem wtedy kilka wersji tego wiersza oraz także kilkanaście  innych wersetów - zdań skierowanych do Pana Boga, które w zamyśle chciałem zebrać pod wspólnym tytułem: „Proszę o czas niezbędny”. Te wiersze niedokończone – chyba sporo im brakuje - istnieją; przypomniała mi Pani o nich. Może czas, aby je dokończyć po tylu latach, prosząc Ducha Świętego o pomoc. Nawet byłyby aktualne na ten obecny czas grozy. 

Przeżywamy właśnie drugą falę pandemii koronawirusa, niepokoje społeczne i zalew przygnębiających wiadomości w mediach. Te smutne listopadowe dni budzą niepokój i przytłaczają. Wieczorami szukam więc wyciszenia nie tylko na modlitwie, ale – i tu się Pan zdziwi - w lekturze Pana ostatniej książki pt. „W ramionach Wielkiej Doliny Afryki Wschodniej”. Zachwycam się pięknem afrykańskiej przyrody i bogactwem świata zwierząt. Jak to się stało, Panie Profesorze, że tak często podróżował Pan do Afryki?

Ta książka jest także o pożegnaniu z afrykańską przygodą, a przy tym z pewnym moim niedokończonym zamysłem, aby zobaczyć cały Wielki Rów Afrykański. Uznałem, że już tego nie zdołam zrobić i nie będę więcej próbował. Jest to więc moje  duchowe zwycięstwo, bo przyjąłem to z pokorą. Jestem winien jeszcze jedną książkę o Afryce, ściślej o Kenii, mojej córce i kilku przyjaciołom, którzy byli tam ze mną, a więc nie wymagającym kolejnej wyprawy. Daj Boże, abym to zdołał napisać. Nie jestem zawodowym podróżnikiem. Zgadzam się jednak, że to, co robiłem w Afryce czarnej (równikowej) i na Półwyspie Indochińskim było podróżowaniem, ale także czymś więcej. Było to smakowanie, obwąchiwanie, poszukiwanie, także myszkowanie w miejscach, do których przeciętny turysta nie dociera. Szukałem ludzi zupełnie samotnie, ale najczęściej z przyjaciółmi z Polski, którzy razem ze mną podróżowali. Wzajemnie się poznawaliśmy. Filozofowałem, filozofowaliśmy. Pokochałem te miejsca i wcale nie zamierzałem jechać w inne rejony świata, gdzie jeszcze nie byłem. Przy tym wszystkim odnosiłem wrażenie – teraz wiem, słuszne - że poznanie własnego kraju plus kilku sąsiadów w Europie oraz dwóch bardzo zróżnicowanych regionów świata to bardzo solidna baza, aby nie dać się zmanipulować, aby na tym trójnogu ustawić własne wyobrażenie świata, a nawet próbować przestrzegać przed tymi, którzy według mnie, prowadzą ludzi na manowce. Udało się i tak bardzo dużo. Odpowiem na pytanie też tak: do tamtej Afryki wystarczyło pojechać raz z udanym skutkiem i potem już jest tak, że pragnie się tam wracać. Niektórzy tak mają, jak powiedział Ernest Hemingway o Afryce: „Jeszcześmy z niej nie wyjechali, ale wiedziałem, że kiedy obudzę się w nocy, będę leżał nasłuchując i tęsknił do niej już teraz”. Nie jestem jednak tylko jego naśladowcą, bo taką mądrość wyraziłem już wcześniej jako własną o Laosie, pod koniec mojego ponad czteroletniego tam pobytu. Tak więc myślę to samo i o Laosie i o Kenii. Wracałem tam zawsze z niemałym wzruszeniem.

Lektura Pana książki to także bardzo ciekawa lekcja geografii, botaniki, zoologii i wielu innych dziedzin. Podziwiam Pana za doskonałą pamięć, wrażliwość na piękno i umiejętność przekazania tej wiedzy w przystępny dla czytelnika sposób.

Staram się i to bardzo, aby książki były zrozumiałe dla wszystkich. Może niekiedy narażam się na zarzut świadomego ograniczenia zakresu słownictwa, ale staram się maksymalnie wykorzystywać przede wszystkim słowa polskiego pochodzenia, polskiej mowy. Dla mnie samego ta narzucona dyscyplina stanowi też ograniczenie pewnej swobody. Uważam, że w takich książkach tak trzeba. Ograniczeń jest więcej, bo tekst uzależniony jest trochę od wykonanych, będących do dyspozycji  zdjęć i odwrotnie: piękne zdjęcie prowokuje mnie do napisania szerzej i próbuję to czynić jak najciekawiej w związku ze zdjęciem. Umiejętność przekazywania nabyłem przede wszystkim dzięki rozczytywaniu się w literaturze pięknej, nie zachwaszczonej językowo. Różna wiedza, zwłaszcza ta ukazująca niezwykłość świata, jego budowy i  mieszkańców to poszukiwania informacji w miarę potrzeby, chyba, że już wcześniej ją zdobyłem. Wrażliwość wynika z wielu czynników: dom rodzinny, mocna wiara, dobrzy nauczyciele spotkani na drodze życia, poszukiwania i podtrzymywanie więzi z ludźmi czystego, szlachetnego serca.

Wielkim walorem Pana książki są liczne obrazy fotograficzne. Na razie jest wiele niesprzyjających okoliczności, ale marzy mi się wieczór autorski i wystawa tych obrazów, aby nasi parafianie mogli Pana bliżej poznać.

Kiedyś marzyłem z wypiekami o posiadaniu obrazów (ba, choćby jednego) malowanych. Dzisiaj je cenię, niektóre podziwiam, ale również kocham zdjęcia, (nie tylko moje, bo mam wiele zebranych, wysmakowanych w albumach);  najpierw te piękne krajobrazowo pokazujące piękno naszej Ziemi i świata, potem także ludzi z ich historiami wyrytymi na twarzach i wszystkich bliskich spotkanych na życiowej drodze. Najpiękniejszymi, oprawionymi w dużych formatach ozdabiam  mieszkanie. Traktuję jakby były najwspanialszymi obrazami. W moim zbiorze są na pewno piękniejsze niż obrazy malowane. Niektóre są zachwycające. Wiele z nich zdobi mieszkania moich znajomych, przyjaciół czy nawet  przygodnie poznanych ludzi. Na temat dwóch z nich w mojej ostatniej książce „W ramionach Wielkiej Doliny Afryki Wschodniej” na samym końcu zamieszczony jest wiersz „Dzień się zaczyna, dzień się kończy”. Wstydzę się trochę, ale muszę się przyznać…  mnie samemu bardzo się podobają te z moich książek, które są wydane w konwencji mieszanej, czyli dużo treści i pięknych zdjęć, które ten tekst dodatkowo uwiarygadniają. O wieczorze autorskim i wystawie wybranych prac fotograficznych dla parafian można pomyśleć po zakończeniu malowania kościoła, ustąpieniu zarazy, no i oczywiście po uzyskaniu przychylności naszego Księdza Proboszcza. 

Z pokorą pisze Pan, że: „Zawsze  widzę w sobie najpierw grzesznika” cytując Psalm 130: „Z głębokości wołam do Ciebie, Panie…”. A tymczasem można Pana prawie codziennie spotkać w naszym kościele na mszy świętej i jakoś to dzisiaj szczególnie widzę, że swoją wiarą i twórczością artystyczną świadczy Pan o tym, że to właśnie Jezus Chrystus jest Królem Wszechświata.

Wszechświat jest stworzony przez Pana Boga. Dla admirujących Boga cały nasz oglądany świat jest ogromnym ołtarzem, na którym możemy oddawać Bogu cześć i uwielbienie. Podróżując po świecie dostrzegamy też wszystkie przymioty Boga. Dla nas ludzi, zawsze nieco ograniczonych możliwościami poznawczymi, podróżowanie ma niezaprzeczalny walor. Poznajemy szczegółowe fragmenty tego Królestwa, które Bóg dla nas stworzył - choć na naszą dzisiejszą wyobraźnię - i tak jest bez granic. Według mnie, w jednych miejscach pewne przymioty boskie uzewnętrzniają się ze szczególną, jakby większą mocą od innych, majoryzują poznawanie innych. W innych zaś miejscach z taką szczególną mocą objawiają się inne przymioty boskie. Inaczej więc postrzegamy moc Boga na Antarktydzie, inaczej na pustyni, w wysokich górach, na rozległych łąkach (zielonych pastwiskach – Psalm 23). Inaczej widzimy stworzony świat z ziemi, z samolotu, w głębinach morskich czy w kapsule kosmicznej. Wreszcie niezwykłe jest poznawanie ludzi i ich siedlisk (miast i wiosek) oraz otaczający mikroświat i makroświat ożywiony w różnych miejscach i rejonach. Przecież to dla ludzi Bóg stworzył świat. I z tego powodu, kto ma możliwość poznawania dzieł Bożych w bardzo wielu miejscach, czy nawet coraz to nowych, może poczuć się błogosławionym. Tym większe więc powinno być jego uwielbienie składane w czasie podróży na tych ołtarzach świata.

I na koniec naszej rozmowy ciekawostka: z powodu niezwykłego fizycznego podobieństwa do św. Jana Pawła II, dobrej dykcji oraz talentów aktorskich wcielał się Pan wielokrotnie w postać Papieża Polaka.

O „moim” Janie Pawle II mógłbym mówić długo i z radością. Nie ja byłem reżyserem Jego obecności w moim życiu na tak wiele różnych sposobów. Pozwoli Pani, że opowiem o tym szerzej następnym razem, bo gazetka ma ograniczoną pojemność, na pewno znajdzie się okazja ku temu. Bardzo dziękuję za inspirującą mnie rozmowę.

Ja również jestem Panu wdzięczna za to piękne świadectwo życia.

Gazetka

Polecane

Parafia Najświętszych Imion Jezusa i Maryi

ul. Przyklinga 12, 40-551 Katowice-Brynów tel. 32 251 86 60

brynow.jm@katowicka.pl

Numer konta parafialnego: 71 1050 1214 1000 0090 3186 9135.