Jubileusz to okazja do wdzięczności!

Na łamach naszej parafialnej gazetki z radością gościmy dzisiaj Złotych Jubilatów.

Paweł_J

2019-03-18

Jubileusz to okazja do wdzięczności!

Na łamach naszej parafialnej gazetki z radością gościmy dzisiaj Złotych Jubilatów. To nasi zacni parafianie Państwo Irena i Henryk, którzy 15 lutego br. obchodzili 50. rocznicę zawarcia związku małżeńskiego, a dzisiaj podczas mszy św. w naszej świątyni pragną podziękować Bogu za te wspólnie przeżyte lata, za wszystkie dotąd otrzymane łaski, a przede wszystkim za syna Pawła i córkę Małgorzatę oraz za troje wspaniałych wnuków: Krzysia, Adasia i Natalkę. Ich serca przepełnia bowiem ogromna wdzięczność i radość, że Bóg pozwolił im doczekać tak pięknego Jubileuszu! Nadal kochają się i szanują. Mają do siebie zaufanie. Czy może być coś piękniejszego?

W dzisiejszych czasach rzadki to Jubileusz, a zatem godny uwagi. To naprawdę nie byle co... Użycie dużej litery jest tutaj całkowicie uzasadnione. To wielki dar Boga, którego niewielu dostępuje. To szczególna okazja do świętowania, ale także do refleksji i wspomnień. Tym bardziej, że uroczyste przeżywanie jubileuszy małżeńskich jest jednym ze sposobów przypomnienia wszystkim małżonkom ich powołania do tworzenia wspólnoty życia i miłości. Świętowanie tego typu jubileuszy pobudza do wdzięczności za wielkie dary Boże i do pogłębiania więzi rodzinnych.

Trudne początki

 Kilka dni temu odwiedziłam Jubilatów, mając nadzieję, że znajdę w ich przytulnym domu receptę na szczęśliwe życie we dwoje. Wszak tak wiele mówi się ostatnio o kryzysie instytucji małżeństwa. Bardzo jestem więc im wdzięczna, że - mimo ogromnej skromności i niechęci do chwalenia się swoimi życiowymi osiągnięciami (a mają ich wiele) - zechcieli otworzyć przede mną serca i podzielić się migawkami ze swego rodzinnego życia. Pan Henryk pochodzi z Jastrzębia- Zdroju, a Pani Irena z Krakowa, czyli z dwóch różnych regionów naszego kraju. Poznali się przypadkowo w pociągu; po dwóch latach znajomości zawarli ślub w rodzinnym mieście Pani Ireny. Oboje są absolwentami Wydziału Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Początki nie były łatwe, bo nie mogli razem zamieszkać. Pan Henryk jest starszy od żony i wcześniej ukończył studia, po czym otrzymał pracę asystenta na Uniwersytecie Śląskim, natomiast Pani Irena musiała jeszcze kontynuować studia i opiekować się ich pierworodnym synkiem Pawłem. Bardzo w tym czasie pomagała jej babcia, która mobilizowała ją do nauki i podkreślała, że kobieta w związku małżeńskim musi być samodzielna i przede wszystkim niezależna finansowo od swego męża. Małżonkowie wychowywali się w rodzinach, w których odmienne było nastawienie do religii. Przy bardziej religijnym mężu Pani Irena powoli utrwalała swoją wiarę. Pan Henryk w tym momencie naszej rozmowy przywołał wspomnienie ze swojej służby dyplomatycznej przed laty w Laosie. Odwiedzała ich tam Pani Ambasador Indii ze swym małżonkiem. Pochodzili z różnych regionów tego olbrzymiego kraju, różnych kast społecznych i różnili się także językiem ojczystym. Porozumiewali się więc w języku angielskim i nie namawiali jeden drugiego do nauki języka współmałżonka. Gdy Pan Henryk zapytał ich, jak w takim razie – mimo tych różnic - udało im się stworzyć szczęśliwy związek małżeński, uzyskał odpowiedź, że łączyło ich wspólne wyznanie religijne i na tym budowali swoje rodzinne relacje.

Podobnie jest u nas – powiedział mi Pan Henryk. Wspólnota ducha bardzo pomaga w budowaniu szczęśliwej rodziny. Wspólne pracowite życie Jak już wspomniałam, nasi Jubilaci pochodzą z Małopolski i ze Śląska. Różnice kulturowe, a nawet upodobania kulinarne nie przeszkadzały im we wspólnym życiu. Starali się wypracować własne tradycje i zasady. Pani Irena gotowała w oparciu o książkę kucharską. A od swojej teściowej nauczyła się robić kluski śląskie i makówki na wigilię. Wzajemna miłość i zaufanie towarzyszyły im zawsze. Ciężką pracą zdobyli gruntowne prawnicze wykształcenie i stopniowo pięli się na szczyty kariery zawodowej. Pomagali sobie w tym i nie przeszkadzali, teraz mogą zbierać owoce tych trudów i wyrzeczeń. Pan Henryk często wyjeżdżał za granicę na konferencje naukowe, a później pracując w administracji rządowej w Warszawie – na posiedzenia w Radzie Europy i różnych gremiów organizacji międzynarodowych. Te wyjazdy zagraniczne męża owocowały licznymi znajomościami, często więc w ich domu bywali goście z zagranicy. Ważne miejsce w ich życiu zajmują także wspólne podróże; zwiedzili wiele miejsc na świecie, ale twierdzą, że najpiękniejsze wakacje spędzają z wnukami w Bornem Sulinowie wśród polskich lasów i jezior. Dodam jeszcze, że Pan Henryk wrażenia z licznych podróży opisuje w książkach ilustrowanych własnymi zdjęciami. Fotografia to bowiem kolejna pasja Pana Henryka; cechuje go niezwykła wrażliwość na piękno przyrody, głęboki humanizm oraz umiłowanie świata i życia w każdej postaci. Otrzymałam od niego w prezencie kilka książek i muszę przyznać, że to naprawdę piękne, dobre, wzruszające ślady w sercach i pamięci, które autor pozostawia swoim najbliższym i wszystkim czytelnikom.

Wspólny dom na Brynowie

Jubilaci po kilku przeprowadzkach, na początku tego stulecia osiedli w naszej parafii i stworzyli tutaj bardzo przytulny i gościnny dom, gdzie króluje olbrzymi - jeszcze z możliwością powiększenia - stół. Przy tym stole goszczą swoich najbliższych i gości przy okazji świąt oraz różnych uroczystości. W czasie Światowych Dni Młodzieży w Krakowie w 2016 roku przyjęli pod swój dach czworo dziewcząt z Tajwanu, otaczając je wprost rodzicielską opieką i troską. Zaangażowali do tego nawet własne dzieci i wnuki, a wszystko po to, by Gościom pokazać Katowice i umilić im pobyt licznymi atrakcjami. Kontakt z tymi Tajwankami utrzymują zresztą do dziś.

Muszę przyznać, że jestem pod wielkim wrażeniem rodziny, jaką udało im się stworzyć, mimo różnic charakteru. Pan Henryk - w moim mniemaniu - ma trochę duszę artysty i romantyka, czasem pisze nawet wiersze, a Pani Irena mocno stąpa po ziemi. Przy tym jest elegancką kobietą o nienagannej sylwetce, zawsze pięknie i modnie ubraną. Pan Henryk miewał różne pomysły na życie, ale ich realizacja była możliwa tylko dzięki Pani Irenie. Jak wzięła jego pomysł w swoje ręce, to zawsze udawało się go zrealizować. Oboje stwierdzili, że nigdy nie mieli tak zwanych cichych dni, a wszystkie trudne sprawy rozwiązywali metodą dialogową. Rozmowa to bowiem podstawa wszelkich małżeńskich i rodzinnych relacji. Mimo woli przypomniałam sobie w tym momencie słowa papieża Franciszka, które w czasie wspomnianych Światowych Dni Młodzieży wypowiedział do nowożeńców z okna przy ul. Franciszkańskiej w Krakowie: „Małżeństwo jest czymś tak pięknym, tak cudownym, że musimy o nie dbać, bo jest ono na zawsze”. I wtedy padły z ust papieża trzy słowa, które są kluczem, pomagającym trwać każdemu małżeństwu przez długie lata: „Proszę, dziękuję i przepraszam”. Por favor, gracias, perdon – skandował wówczas z entuzjazmem po hiszpańsku tłum młodych małżonków.

Proszę – po 50 latach wspólnego życia Państwo Irena i Henryk doskonale wiedzą i tym potrafią się dzielić, że w małżeństwie „nic na siłę” – ze sobą trzeba rozmawiać. Dziękuję – po 50 latach wspólnego życia Jubilaci wiedzą także, kiedy i ile razy mąż ma powiedzieć żonie, a żona mężowi – dziękuję. Przepraszam – po 50 latach wspólnego życia twierdzą, że chociaż czasem popełniali błędy, to podświadomie czuli, że nie należy do siebie chować żadnej urazy i trzeba zaczynać budować swoje szczęście od nowa, trzeba pielęgnować po prostu wzajemną miłość. Św. Paweł mówi, że bez miłości człowiek byłby niczym, nic by nie zyskał, poza tym miłość jest cierpliwa, daleka od zazdrości i, co najważniejsze, prawdziwa miłość nigdy nie ustaje, czego dowód mamy dzisiaj w postaci pary, która przeżyła ze sobą pięćdziesiąt wspaniałych, często szczęśliwych, czasami trudnych, ale zawsze pięknych lat.

Życzenia i gratulacje

Opuszczając gościnny dom Jubilatów, byłam pewna, że znalazłam godną polecenia receptę na trwały i długoletni związek małżeński: należy cierpliwie, dzień po dniu znosić się wzajemnie, służyć rodzinie jak tylko to jest możliwe - szanując czas i siebie nawzajem, a wszystkie kłopoty i trudne doświadczenia powierzać Bogu.

Na koniec pragnę Jubilatom w imieniu naszych Duszpasterzy i całej wspólnoty parafialnej złożyć serdeczne gratulacje oraz wyrazy najwyższego uznania za przykład szczęśliwego związku małżeńskiego, za wierność Sakramentowi, który połączył ich przed 50 laty. Niech Bóg Państwu błogosławi, obdarza dobrym zdrowiem, radością i pokojem serca oraz nieustanną miłością najbliższych.

Krystyna Kajdan

Gazetka

Parafia Najświętszych Imion Jezusa i Maryi

ul. Przyklinga 12, 40-551 Katowice-Brynów tel. 32 251 86 60

brynow.jm@archidiecezjakatowicka.pl