Wspomnienia p. Janka i p. Małgosi

2020-10-17

 

                        Wspomnienia pana Janka Raka

Brynowianie mieli utrudniony dostęp do kościoła, gdyż należeli do parafii pw. Piotra i Pawła przy ulicy Mikołowskiej, a to było co najmniej pół godziny drogi na piechotę. Daleko też było do franciszkańskiej świątyni w Panewnikach. Mieszkałem wtedy z rodzicami tuż przy Kopalni „Wujek”, a do kościoła Piotra i Pawła chodziliśmy w każdą niedzielę na godz. 6.00 rano! W 1951 roku przybył do Brynowa ks. Paweł Lubos i on przy wydatnej pomocy Komitetu Budowy, na czele którego stał Józef Lubina rozpoczął budowę kościoła. Udało mu się jednak zbudować tylko tylną część kościoła pod obecnym chórem i Urząd Miasta wydał zakaz kontynuowania prac. Ks. Lubos był wątłego zdrowia i nie miał siły, by pokonywać piętrzące się trudności. Pod koniec sierpnia 1957 roku skierowano do nas młodego księdza Adolfa Kocurka z Bielska-Białej, który od razu z wielkim zapałem zaczął myśleć o dalszej budowie kościoła. W pierwszej kolejności poprosił miejscowego architekta inż. Karola Gierlotkę o zmianę dotychczasowego projektu kościoła i jego wnętrza oraz o osobisty nadzór nad jego realizacją. Już w październiku 1957 roku prace ruszyły. Często budowę odwiedzał ówczesny biskup ordynariusz Herbert Bednorz. Obiecał ks. Kocurkowi, że jak parafia zdąży w stanie surowym postawić mury kościoła do Świąt Bożego Narodzenia, to w wigilijną noc na Pasterce poświęci nam ten nowy kościół. Nastąpiła więc ogromna mobilizacja wielu mieszkańców Brynowa, aby dotrzymać tego terminu. Górnicy z kopalni „Wujek” mieli prawo do otrzymywania asygnat uprawniających do zakupu cegły w istniejącej przy ul. Wincentego Pola kopalnianej cegielni. Oddawali te asygnaty ks. Kocurkowi oraz pomagali przy załadunku cegły i dostarczaniu jej na budowę. Ks. Kocurek dodatkowo zamawiał cegłę w słynnej Cegielni Badury. Takie to były czasy, że nie tylko na cegłę, ale także na inne materiały budowlane, jak na przykład na cement, deski i żelazo musiały być urzędowe przydziały. Ofiarność parafian była jednak ogromna! Pamiętam, że p. Czaplicki z ulicy Warzywnej 26 (obecnie swoją siedzibę mają tam nasze Siostry Szkolne de Notre Dame) był dyrektorem firmy, która bezpłatnie użyczała parafii traktor do przewożenia cegły. Sam często pomagałem przy załadunku cegły z wagonów kolejowych na ten traktor, a potem przy rozładunku na budowie kościoła. Nic dziwnego, że prace przy wznoszeniu murów kościoła posuwały się szybko, ale momentem przełomowym był dzień 4 grudnia 1957 roku. Wtedy górnicy z kopalni „Wujek” mieli z okazji Barbórki wolny dzień od pracy i postanowili wykorzystać go na pomoc przy budowie kościoła. Pojawiła się nadzieja, że Brynowianie na Pasterkę pójdą jednak już do swojego kościoła. Dużym zaangażowaniem wykazywały się także brynowskie kobiety, które czyściły cegły odzyskane z rozbiórki poprzedniej kaplicy. Do najbardziej pracowitych należała Karolina Zynek, która kilka lat później nagle zmarła w naszym kościele w czasie niedzielnej mszy świętej. Ponadto – wyposażone w zaświadczenia od ks. Kocurka – odwiedzały parafian przy poszczególnych ulicach i kwestowały na rzecz budowy kościoła. Dzięki pełnej zrozumienia postawy Brynowian udało się zakupić niezbędne materiały i wybudować w zaplanowanym terminie kościół. Ks. Kocurek ze względu na zbliżające się Święta Bożego Narodzenia postanowił w całym prezbiterium postawić olbrzymią szopkę – konkurencyjną do tej w pobliskich Panewnikach. Pomagał mu w tym jego rodzony ojciec oraz robotnicy z budowy kościoła. Aby lepiej oświetlić szopkę i kościół, w którym mieliśmy prąd o napięciu tylko 125 V, pożyczyliśmy z pobliskiego budynku Poczty i Telekomunikacji reflektor o napięciu 250 V. Wreszcie nadszedł wigilijny wieczór 24 grudnia 1957 roku. Było bardzo mroźno, ale ze wszystkich stron w stronę kościoła przybywali Brynowianie na pierwszą Pasterkę w swoim własnym kościele – radość była ogromna! Zgodnie z umową przybył biskup Herbert Bednorz i poświęcił kościół najpierw z zewnątrz, a potem wewnątrz. Pasterkę Biskup celebrował razem z ks. Kocurkiem. Nagle w czasie podniesienia wybiło bezpieczniki w tej prowizorycznej instalacji elektrycznej, w kościele świecił się tylko reflektor dając strumień światła na Dzieciątko Jezus w naszej szopce. Od miesiąca, konkretnie od 27 listopada 1957 roku zostałem zatrudniony przez ks. Kocurka jako kościelny, byłem więc jakby w środku tych wydarzeń. Ksiądz Biskup początkowo pomyślał, że to zaplanowane efekty specjalne i odezwał się do zestresowanego tą sytuacją ks. Kocurka: - A co wy tu za cuda wyprawiacie? Na szczęście znalazł się szybko elektryk, który wymienił bezpieczniki i msza święta mogła być kontynuowana. Bardzo miło wspominam te pionierskie czasy w naszej parafii. Do kościoła miałem potem bliżej, bo przeprowadziliśmy się na ulicę Brynowską 31, tam, gdzie teraz działa Przychodnia Weterynaryjna dla Zwierząt. Pamiętam, że często zostawałem w kościele dłużej, gdy trzeba było zrobić na przykład okolicznościową dekorację wewnątrz kościoła. Przed pierwszą wizytacją biskupią parafii w 1960 roku pracowaliśmy w kościele do godz. 2.00 w nocy. Gdy wracałem do domu zostałem wylegitymowany już na ulicy Brynowskiej przez patrol milicyjny. Byli zdziwieni skąd ja o tej porze wracam, wiec im powiedziałem zgodnie z prawdą, że przygotowywaliśmy dekorację w kościele, bo jutro przyjedzie biskup. – A kto to jest biskup? – zapytał jeden z tych milicjantów. Na to drugi mu odpowiedział: - Biskup to tak jakby u nas generał… No i pozwolili mi wracać do domu.

W naszej parafii jako kościelny, a potem także jako kancelista, przepracowałem w sumie 60 lat. Od trzech lat - ze względu na wiek i podupadające zdrowie – jestem już całkowicie emerytem. Korzystając z okazji pragnę bardzo serdecznie pozdrowić Księdza Proboszcza i Księdza Wikarego oraz wszystkich parafian. Dziękuję także z serca za wszelkie dowody pamięci oraz życzliwości i zapewniam o modlitwie. Szczęść Boże!

Wspomnienia pani Małgosi Lubiny

Pochodzę z jednego z najstarszych brynowskich rodów. Brynów był kiedyś wsią i oprócz Lubinów zamieszkiwały tutaj między innymi rodziny Mildnerów, Czakańskich, Królów i Strąciwilków. Bóg był zawsze w naszej rodzinie na pierwszym miejscu. Pamiętam, że na niedzielne msze św. w kościele pw. Piotra i Pawła przy ul. Mikołowskiej chodziliśmy całą rodziną na 6.00 rano, choć było daleko. Nic dziwnego, że wielkim marzeniem  Brynowian był własny kościół, do którego byłoby bliżej. Powstał więc Komitet Budowy, na czele którego stanął kuzyn mojego ojca Józef Lubina – ojciec Michała. Słynną Pasterkę, w czasie której ks. biskup Bednorz poświęcił nasz kościół w surowym stanie doskonale pamiętam jako wyjątkowe i bardzo radosne wydarzenie! Jak pięknie wtedy brzmiały nasze polskie kolędy! A ja je tak bardzo lubiłam śpiewać!

Od samego początku angażowałam się w pomoc przy budowie kościoła w miarę swoich możliwości, by pomóc ks. Kocurkowi. Chodziłam z innymi kobietami po domach, by zbierać ofiary pieniężne na budowę kościoła, co było wielkim trudem, bo parafia była rozległa, a czasem nawet straszono nas, że robimy to nielegalnie. Należałam także do 8-osobowej grupy dziewcząt, które co tydzień dbały o „podłogę” w nowo wybudowanym kościele. Początkowo nie było bowiem posadzki, tylko betonowa wylewka, którą trzeba było najpierw posypać wilgotnymi trocinami, potem dokładnie pozamiatać, by w ten sposób zebrać gromadzący się kurz. Trociny dostawałyśmy ze stolarni pana Kubisza przy ulicy Brynowskiej. Mam już 96 lat i wielu rzeczy nie pamiętam dokładnie, ale to zamiatanie trocin bardzo mi utkwiło w pamięci, gdyż było to wielkie poświęcenie i fizyczny trud. Z biegiem czasu ks. Kocurek wysłał mnie na kurs katechetyczny i przez kilka lat prowadziłam w salce przy zakrystii lekcje religii. Przygotowywałam między innymi do I Komunii świętej dzieci niepełnosprawne z naszej parafii. Nie było u nas wtedy jeszcze Sióstr Szkolnych de Notre Dame. To była trudna praca, ale jakoś udawało mi się wytłumaczyć tym dzieciom czym jest Eucharystia. Muszę powiedzieć, że zawsze w naszym kościele zajmowałam się dziećmi, których dawniej było o wiele więcej niż teraz. Opiekowałam się nimi na roratach, procesjach Bożego Ciała i różnych innych nabożeństwach. Moim zadaniem było też przygotowywanie salki do czwartkowych katechez dla dorosłych, które prowadził ks. Kocurek. Sporo czasu poświęcałam na działalność charytatywną w naszej parafii i odwiedzanie chorych; służyłam parafii w miarę swoich możliwości wszędzie tam, gdzie pojawiała się jakaś potrzeba. W stanie wojennym przychodziły na przykład do parafii dary z zagranicy i trzeba było je wydawać potrzebującym rodzinom. Codziennie przez całe lata starałam się uczestniczyć we mszy św., ale teraz ze względu na wiek i epidemię koronawirusa muszę dbać o zdrowie i się izolować. Moja młodsza siostra Anna bardzo o mnie dba, cały dom i wiele spraw jest na jej głowie. Pozdrawiam serdecznie naszych wspaniałych Duszpasterzy i Współparafian; zapewniam o modlitwie. Dbajcie o naszą świątynię, by służyła następnym pokoleniom.

Gazetka

Polecane

Parafia Najświętszych Imion Jezusa i Maryi

ul. Przyklinga 12, 40-551 Katowice-Brynów tel. 32 251 86 60

brynow.jm@katowicka.pl

Numer konta parafialnego: 71 1050 1214 1000 0090 3186 9135.