Patron na czasie

Rok św. Józefa

2021-01-23

Patron na czasie

 

Papież Franciszek ogłosił Rok św. Józefa. Warto zastanowić się, jak odczytać jego postać dzisiaj. W czasach kryzysu Józef ukazuje ideał mocnego mężczyzny wiernego Bogu, Małżonce i ojcostwu. Nie wymądrza się, nie naprawia świata. Robi co trzeba.  

Ojciec Święty w uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP ogłosił rozpoczęcie specjalnego Roku św. Józefa, którego obchód zakończy się 8 grudnia 2021 roku. Data ogłoszenia Roku św. Józefa nie jest przypadkowa, bowiem przed 150 laty, 8 grudnia 1870 roku, bł. Pius IX ustanowił św. Józefa Patronem Kościoła katolickiego. W Liście apostolskim Patris Corde, papież Franciszek wyznaje, że pragnienie podzielenia się osobistymi refleksjami dotyczącymi osoby i dzieła św. Józefa, narastało w nim szczególnie w ostatnich miesiącach, tak bardzo naznaczonych skutkami pandemii. Postać Józefa kojarzy się papieżowi z osobami pozostającymi w cieniu, a przecież niezwykłymi. „Są to osoby zazwyczaj zapominane, które nie występują w nagłówkach gazet i magazynów, ani na wielkiej scenie ostatniego show, ale niewątpliwie dziś zapisują decydujące wydarzenia na kartach naszej historii: lekarze, pielęgniarki i pielęgniarze, pracownicy supermarketów, sprzątacze, opiekunowie i opiekunki, kierowcy samochodów dostawczych, siły porządkowe, wolontariusze, księża, zakonnice i wielu innych, którzy zrozumieli, że nikt nie zbawia się sam. Ileż osób codziennie praktykuje cierpliwość i napełnia innych nadzieją, starając się nie siać paniki, ale współodpowiedzialność. Iluż ojców, matek, dziadków i babć, nauczycieli pokazuje naszym dzieciom, poprzez małe, codzienne gesty, jak stawić czoło kryzysowi i go pokonywać, dostosowując zwyczaje, podnosząc wzrok i zachęcając do modlitwy. Ileż osób się modli, ofiarowuje i wstawia w intencji dobra wszystkich. Wszyscy mogą znaleźć w św. Józefie, mężu, który przechodzi niezauważony, człowieka codziennej obecności, dyskretnej i ukrytej, orędownika, pomocnika i przewodnika w chwilach trudnych. Święty Józef przypomina nam, że ci wszyscy, którzy są pozornie ukryci lub na „drugiej linii” mają wyjątkowy czynny udział w historii zbawienia”.

Ani macho, ani pantoflarz

Postać św. Józefa z wielu powodów jest dziś aktualna i zasługuje na promocję w Kościele. Wbrew słodkawym wizerunkom, Józef to bardzo  mocny mężczyzna. Mocny nie w gębie, ale w czynie, w postawie życiowej. Jego świętość rzuca potężne wyzwanie dominującym nurtom współczesnej kultury. Dlaczego? Bo genderowa i homoseksualna ideologia agresywnie neguje męskość i kobiecość jako podstawowe powołania wpisane w naturę ludzką („bądź kobieca”, „bądź męski”). A Józef to mężczyzna z krwi i kości. Jego życiową karierą było zgodnie z Bożym wezwaniem stanie u boku kochanej kobiety i ojcowanie Jezusowi. Druga rzecz, jesteśmy dziś świadkami słabnięcia rodziny (kwestionowanie jej natury, rozwody, niezdolność do decyzji o ślubie, pornografia). A św. Józef jest strażnikiem rodziny. On sam miał też pokusę odejścia, ale z Bożą pomocą ją pokonał. Kolejna sprawa, kryzys ojcostwa. I znowu Józefa można postrzegać jako wzór ojca, jako tego, który promieniuje ojcostwem w imieniu samego Boga Ojca. Tak wyśmiewa się dziś takie cnoty jak czystość, wierność, pracowitość (zaprzeczenie karierowiczostwa) czy pokora (zgoda na pozostawanie w cieniu ważniejszych). Józef ze swoją wyjątkową relacją do Maryi, ze swoimi „miękkimi” cnotami drażni i niepokoi, ale zarazem pociąga i inspiruje. Nie jest ani typem macho, ani zniewieściałym pantoflarzem. Dodajmy jeszcze, że Józef jest patronem ludzi ciężkiej pracy a zarazem patronem modlitwy kontemplacyjnej, czyli jest ilustracją hasła „ora et labora”. Uznano go wreszcie za patrona dobrej śmierci, bo jak głosi stara tradycja umierał w obecności Jezusa i Maryi. Ten ostatni patronat ma również posmak kontrkulturowy. Śmierć została odarta dziś ze swej powagi, majestatu. Nurty eutanazyjne głoszą, że śmierć „godna” to taka bez bólu i na własne życzenie. Józef patronuje sztuce mądrego umierania, w pojednaniu z Bogiem, z nadzieją, razem ze Zbawicielem.

Nic nie mówiąc mówi wiele

Na kartach Ewangelii nie wypowiada ani jednego słowa. Józef pojawia się zaledwie w kilku ewangelicznych epizodach, jakby na marginesie tajemnicy Wcielenia. Gra rolę drugoplanową (choć Oskara można dostać także za rolę drugoplanową!). Kilka krótkich biblijnych wzmianek o Józefie rzuca sporo światła na jego postać. Uważny czytelnik na podstawie tych migawek może  zrekonstruować duchowy profil jego świętości. Nieocenioną pomocą jest także tradycja Kościoła, która nigdy nie zapomniała o cieśli z Nazaretu. Słowo „tekton” tłumaczymy zwykle jako cieśla, a może ona oznaczać także „budowniczy”. Józef z pewnością pracował z drewnem, ale w metaforycznym sensie był „budowniczym” domu – Domu, z którego wyszedł Jezus. Czy zadaniem każdego mężczyzny nie jest bycie budowniczym domu? I nie chodzi o willę z basenem, ale o przestrzeń miłości, bezpieczeństwa, więzi, ochrony słabszych, która pozwala rosnąć człowiekowi.

Kreśląc duchowy wizerunek świętego Józefa można zapytać, co takiego zobaczyła Maryja w Józefie, że zdecydowała się na małżeństwo właśnie z nim. Nie ma co za dużo spekulować, ale wybór Maryi, jak i wybór Józefa nie był przypadkiem.

Kiedy w tę narzeczeńską, ale już ślubowaną sobie miłość wkracza Bóg, wszystko się zmienia. Józef musi stoczyć bitwę z sobą samym. Gdy dowiaduje się, że Miriam oczekuje dziecka, zamierza ją zostawić. Przeżywa najczarniejszą noc w życiu. Dlaczego rozważał porzucenie narzeczonej? Czy wiedział, czyje dziecko nosi pod sercem jego ukochana? Nie chciał narazić Maryi na oskarżenie o cudzołóstwo, bo za taki grzech groziła jej śmierć. A może zwyczajnie czuł, że sytuacja w której się znalazł, po prostu go przerasta? Może czuł się niegodny tak wielkiej roli? Nie musimy znać odpowiedzi na te pytania. Bóg rozjaśnia sytuację. Anioł mówi: „Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło” (Mt 1, 20). Józef dostał więcej światła, ale to on musi podjąć męską decyzję. I wybiera dobrze. I tylko on zna ciężar tego „tak”.

Żeby postać św. Józefa nam zaświeciła, musimy przełożyć tę niepowtarzalną sytuację na konkret naszego życia, powołania. Każdy z nas ma swoją noc, czyli takie sytuacje, które po ludzku nas przerastają. Gdy nie widzimy dobrego rozwiązania, boimy się o trochę o siebie, trochę o innych. I w głowie świta myśl, że najlepiej się usunąć z życia tych, z którymi jesteśmy związani. Które z małżeństw nie przeżywało podobnych rozterek, gdy jeden czy oboje z małżonków biło się z myślami, czy nie byłoby lepiej po prostu się rozstać? Każde powołanie doświadcza pokusy odejścia, dezercji. Wydaje się nam, że nie damy rady ciągnąć dalej jakiejś odpowiedzialności i toczymy walkę z ciemnościami własnego serca.

„Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił Anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie” (Mt 1, 24). To było przebudzenie z koszmaru niepewności, wyjście z kręgu podejrzeń, pokonanie zwątpienia w sens bycia razem. Józef potrzebował pomocy z Nieba, aby podjąć dobrą decyzję. O ileż bardziej takiej pomocy łaski Bożej potrzebują ludzie bardziej grzeszni niż Józef. Bóg nie chce rozbitych rodzin, samotnych matek bez ojców. Bóg chce, by dziecko wzrastało otoczone potrójną miłością: wzajemną miłością małżonków oraz miłością ojca i miłością matki. Rozterki Józefa wskazują na aktualność jego wzoru i jego misji orędownika. Miłość bywa zagrożona, każdy związek ma swoje ciemne noce, ale Bóg wzywa: „nie bój się”, „weź do siebie” tą (tego), którego chcesz odrzucić. W takich kryzysowych momentach Józef może okazać się bezcenną pomocą.

Patron walki o czystość

O małżeńskim życiu Maryi i Józefa nie wiemy za dużo. Ale widzimy Józefa idącego z brzemienną małżonką do Betlejem, widzimy jak organizuje ucieczkę do Egiptu, a potem powrót do domu w Nazarecie, widzimy jak razem z Maryją szuka zagubionego nastolatka w jerozolimskiej świątyni. Józef stoi u boku swej żony, jest z nią i jest ojcem dla Jezusa. Tylko tyle i aż tyle. Bez fajerwerków, bez rozgłosu, w ciszy i zwyczajności Nazaretu. Józef nie napisał traktatu o życiu rodzinnym, encykliki o pracy, o ojcostwie. A przecież Jego życie ukryte w Ewangelii Dzieciństwa Jezusa promieniuje jakąś męską miłością, czułą i silną zarazem. 

Tradycja Kościoła zawsze podkreślała, że Józefa i Maryję łączyła autentyczna miłość małżeńska, ale zarazem pozostawali związkiem dziewiczym. Można mówić o przymierzu osób, które Jan Paweł II nazwał „małżeństwem-bezżennością”. Byli dla siebie małżonkami, a zarazem pozostawali „bezżenni dla Królestwa Bożego”. Jak to pojąć? Maryję i Józefa łączył Jezus, czyli wcielony Bóg. Czy nie jest tak, że ich dom był już przedsmakiem nieba, o którym Jezus mówi, że „nie będą się tam żenić, ani za mąż wychodzić”? Kto może pojąć, niech pojmuje. A kto nie pojmuje, niech nie szydzi. Józef jest wezwaniem do panowania nad pożądliwością. Ileż małżeństw cierpi z powodu braku ładu w sferze seksualnej. I nie chodzi tylko o zdradę, ale także o przedmiotowe traktowanie współmałżonka. Józef ze swoją czystością to jeszcze jedno radykalne wyzwanie rzucone kulturze naznaczonej pornografią i erotyką uwolnioną od odpowiedzialności, małżeństwa, płodności. Może być patronem zniewolonych seksem. Patronem walczących o czystość.

Józef pokazuje więc w wielu aspektach drogę mocnego, Bożego życia. Głównie mężczyznom, ale przecież nie tylko. Powiedziałbym, że świętość kobiety i mężczyzny jest jakoś od siebie zależna. Często obok świętego faceta stoi święta kobieta i oboje wspierają siebie na drodze wiary. Józef i Maryja to pierwsza z takich świętych par. To tylko pobieżne, szybkie wyliczenie „walorów” św. Józefa. Rok św. Józefa będzie, ufam, okazją do odkrycia kolejnych. 

                                                           Ks. Tomasz Jaklewicz

 

 

Gazetka

Polecane

Parafia Najświętszych Imion Jezusa i Maryi

ul. Przyklinga 12, 40-551 Katowice-Brynów tel. 32 251 86 60

brynow.jm@katowicka.pl

Numer konta parafialnego: 71 1050 1214 1000 0090 3186 9135.