Rozmowa o ks. Norbercie

Miałem wujka, który został męczennikiem i sługą Bożym

2019-12-15


KRYSTYNA KAJDAN: - Księże Piotrze, 9 listopada br. obchodził Ksiądz w naszej parafii swoje 80. urodziny. Z tej okazji na łamach brynowskiej gazetki ukazał się Księdza biogram, z którego wynika, że Księdza matka - Róża Maria miała rodowe nazwisko Kompalla. Czy w takim razie jest Ksiądz może krewnym Sługi Bożego ks. Norberta Kompalli?

KSIĄDZ PIOTR WŁOCZYK: - Tak, ma Pani rację. Sługa Boży ks. Norbert Kompalla był rodzonym bratem mojej mamy, czyli moim wujkiem. Akurat w pierwszym dniu tego miesiąca minęła 77. rocznica jego męczeńskiej śmierci, a od 2003 roku toczy się jego proces beatyfikacyjny. Jest jednym ze 122 męczenników ostatniej wojny światowej. Proces ten prowadzi diecezja pelplińska.

Czy może nam Ksiądz przybliżyć jego sylwetkę?

Mój wujek urodził się 29 maja 1907 r. w Orzegowie na Śląsku, w bardzo religijnej i wielodzietnej rodzinie. Bardzo wcześnie odkrył w sobie powołanie do życia zakonnego. Wybrał Zgromadzenie Księży Misjonarzy św. Wincentego á Paulo i naukę w Niższym Seminarium Duchownym w Krakowie. Do zgromadzenia wstąpił w 1924 r., a śluby wieczyste złożył 8 grudnia 1926 r. W latach 1928-1931 studiował filozofię i teologię w Instytucie Teologicznym Księży Misjonarzy w Krakowie na Stradomiu. Święcenia kapłańskie przyjął 25 października 1931 r. Był bardzo zdolny, więc skierowano go na dalsze studia w Rzymie, na Uniwersytecie Gregoriańskim, gdzie w 1934 r. uzyskał doktorat z prawa kanonicznego. Po powrocie z Rzymu skierowano go najpierw do Rumunii, a potem do Wilna. Jesienią 1935 r. powrócił do Polski i rozpoczął wykłady z prawa kanonicznego, socjologii i historii Kościoła w Instytucie Teologicznym w Krakowie. Jednocześnie był kapelanem w schronisku dla bezdomnych im. Brata Alberta. W 1938 r. został dyrektorem kleryków misjonarskich na Kleparzu; pracował także w Stowarzyszeniu Pań Miłosierdzia, które opiekowały się biednymi z krakowskich dzielnic o nazwie: Wesoła, Grzegorzki i Dąbie.

Jego praca dydaktyczno-wychowawcza i ogromne zaangażowanie w działalność charytatywną zostały jednak brutalnie przerwane kilka miesięcy po hitlerowskiej okupacji Krakowa...

Tak, Niemcom nie podobała się jego aktywność, dlatego też 15 lipca 1940 r. został uwięziony i przewieziony do aresztu śledczego na Montelupich. Na Gestapo zgłosił się sam wykonując polecenie przełożonych, gdyż wcześniej Gestapo nie zastało go w domu, był poszukiwany; obawiano się odwetu na całym Zgromadzeniu. Miał wtedy 33 lata. W czasie przesłuchań był przez gestapowców dotkliwie torturowany, a 30 sierpnia 1940 r., w jednym z pierwszych transportów został przewieziony do obozu koncentracyjnego w Auschwitz-Birkenau (nr 3594); stamtąd zaś 12 grudnia 1940 r. do obozu w Dachau. Niewolnicza praca w jednym i drugim obozie zagłady, głód i szczególne okrucieństwo, jakie stosowano wobec księży, doprowadziły wujka do ogromnego wyniszczenia. We wspomnieniach współbraci, którzy przeżyli Dachau, wujek był bardzo często bity, kopany i policzkowany, gdyż znając język niemiecki wstawiał się za innymi. Jako Ślązak z Krakowa był od samego początku znienawidzony przez niemieckich nazistów. Z notatek pozostawionych przez księży, którzy przeżyli obóz w Dachau, wujek w swojej prostocie często mówił: - Mój Boże, dlaczego oni nas tak nienawidzą, dlaczego musimy tak strasznie cierpieć? Jesteśmy niewinni, nic złego im nie uczyniliśmy... Cierpienie przyjmował jako krzyż, który musi znosić. Pocieszał innych: - Bóg nas kocha, bo pozwala nam odcierpieć czyściec już tutaj na ziemi... Czasami żartobliwie dodawał: - Bóg nas kocha zbyt mocno, ale to nic, nawet krzyże mają swój koniec... Na kilka tygodni przed śmiercią ogarnął go pesymizm i lęk, że nie przetrzyma; słaniał się na nogach, nie mógł chodzić... Nadal prawie codziennie był bity. Podleczona gruźlica dała o sobie znać, pluł krwią. Całkowicie wycieńczonego i niezdolnego do jakiejkolwiek pracy przewieziono wieczorem 30 listopada 1942 r. w tzw. „transporcie inwalidów” do zamku Hartheim w Austrii. Tam 1 grudnia 1942 r. wujek był już na liście zmarłych; śmierć przyśpieszono zastrzykiem. W dokumentach zapisano: Niebezpieczny dla Rzeszy. Jego ciało 7 grudnia oddano do krematorium. Miał zaledwie 35 lat.

Ks. Norbert Kompalla to piękna postać śląskiego Kościoła, zachował wiarę do końca. Odnajdywanie Bożej miłości w hitlerowskim obozie w Dachau jest tego pięknym świadectwem.

Tak, dlatego od dawna zbieram się, aby o wujku coś więcej napisać, ale jakoś ciągle mam co innego do roboty. Postanawiam się poprawić. Dziękuję za zainteresowanie się jego postacią i pozdrawiam cały Brynów, szczególnie księdza proboszcza, księdza wikarego, pana Janka i księdza dziekana z Piotrowic, którzy swoją obecnością uświetnili moje 80. urodziny. Życzę pięknego przeżywania adwentu i radosnych Świąt Bożego Narodzenia!

Dziękuję, wzajemnie!

Gazetka

Polecane

Parafia Najświętszych Imion Jezusa i Maryi

ul. Przyklinga 12, 40-551 Katowice-Brynów tel. 32 251 86 60

brynow.jm@katowicka.pl

Numer konta parafialnego: 71 1050 1214 1000 0090 3186 9135.