Śledztwo w sprawie zmartwychwstania

Pisząc prawie każdego roku tekst o zmartwychwstaniu do „Gościa” szukałem zawsze jakieś klucza. Kiedyś spróbowałem podejść do tej sprawy trochę jak Sherlock Holmes..

2019-04-20

Śledztwo w sprawie zmartwychwstania

....czyli poszukać racjonalnych argumentów za. Oto kilka przemyśleń z tego dziennikarskiego śledztwa.

Istnieją różnice między relacjami o zmartwychwstaniu poszczególnych ewangelistów. Nie zdziwi to żadnego detektywa. Ludzie to samo wydarzenie zapamiętują inaczej. Nie zapominajmy, że mówimy o wydarzeniu, które musiało wprawiać każdy trzeźwy umysł w osłupienie. Ewangeliści opisują obszernie egzekucję Jezusa, teksty o zmartwychwstaniu są skromne. Wyczuwa się w nich zdumienie i radość. Autorzy nie ukrywają, że mamy do czynienia z wydarzeniem, które rozsadza nasze wyobrażenia o życiu. Naiwne reporterskie „opisy” wyjścia Chrystusa z grobu pojawiły się wiele lat później w apokryfach, czyli w pismach powstałych na marginesie Nowego Testamentu. Taki opis wyjścia Jezusa z grobu zawiera np. tzw. Ewangelia św. Piotra (powstała ok. 150 r.). Skromność najstarszej tradycji daje do myślenia. Jest argumentem za. Gdyby pierwotny Kościół wymyślił zmartwychwstanie Jezusa nie byłby tak powściągliwy w opowiadaniu o tym. Dowód materialny: pusty grób.

Egzekucji Jezusa dokonano w piątek przed żydowskim świętem Paschy. Skazaniec umarł o trzeciej po południu. Przepisy żydowskie nakazywały zdjęcie ciała ukrzyżowanych przed zachodem słońca. Pochówek Jezusa musiał więc odbywać się w pośpiechu. Prawdopodobnie nie zdołano wykonać wszystkich czynności związanych z obmyciem ciała. To dlatego kobiety już po szabacie, czyli w niedzielę rano szły do grobu, aby dokończyć balsamowanie ciała Jezusa. Zastają odsunięty kamień, w grobie nie ma ciała Jezusa. W środowisku żydowskim tamtych czasów świadectwo kobiet było bez wartości. Gdyby ta opowieść była fikcją, jej autorzy musieliby wymyślić bardziej wiarygodnych świadków. Sensownym wytłumaczeniem, że to kobiety odkrywają pusty grób jest to, że tak naprawdę było.

Gdzie podziały się straże ustawione przed grobem? Mateusz podaje, że żydowska starszyzna przekupiła strażników, aby rozpowszechniali plotkę o wykradzeniu ciała przez uczniów. Pytanie, w jaki sposób kilku wystraszonych uczniów mogło pokonać rzymskich strażników i odsunąć kamień? Gdyby faryzeusze naprawdę wierzyli, że uczniowie to zrobili, to logiczniejsze byłoby dać pieniądze strażnikom, aby odszukali uczniów i „zawartość” grobu. Najważniejszym dowodem przeciwko zmartwychwstaniu byłoby przecież ciało Jezusa.

W pustym grobie pozostały płótna, w które owinięte było ciało. Gdyby ktoś wykradł to ciało, po co miałby je „odpakowywać”? Św. Jan pisze, że Piotr wszedł do wnętrza grobu i „ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu”. Potem wszedł do grobu także Jan. I co? „Ujrzał i uwierzył”. Co takiego zobaczyli obaj apostołowie, że uwierzyli? W oryginale czytamy „keimena ta othonia”, czyli „leżące płótna”. Słowo „othonia” oznacza zarówno całun, którym nakrywano ciało, jak i opaski, którymi wiązano ręce i otaczano zwłoki. Termin „keimena” („leżące”) należałoby tłumaczyć jako rozpostarte, wyciągnięte, leżące horyzontalnie, opadłe. Tym słowem określano morze uspokojone po burzy. Płótna wyglądały tak jakby „wyparowało” z nich ciało. Czy widać na nich było ślady męki? Ewangelia o tym nie mówi. Płótna były świadkiem tego, co zaszło w grobie Jezusa. Świadkiem milczącym, a jednak „przemówiły” one do Piotra i Jana.

Pusty grób nie jest sam w sobie dowodem zmartwychwstania. Ale jest ważną poszlaką. Apostołowie głosili zmartwychwstanie Jezusa najpierw w Jerozolimie, gdzie mieli przeciwko sobie elity żydowskie. Najprościej byłoby zakwestionować powstanie z martwych Jezusa – pokazując Jego zwłoki. Dlaczego więc nikt tego nie zrobił?
W pierwszej wspólnocie chrześcijan złożonej z samych Żydów nie ma śladu kultu grobu Jezusa. A przecież Żydzi otaczali szacunkiem groby ważnych postaci. W przypadku Jezusa na ten temat panuje całkowite milczenie. Dlaczego? Zeznania tych, którzy widzieli.

Najstarszym zapisem mówiącym o zmartwychwstaniu Jezusa jest fragment z 1 Listu św. Pawła do Koryntian: „Przekazałem wam na początku to, co przejąłem: że Chrystus umarł – zgodnie z Pismem – za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem: i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu, później zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli. Potem ukazał się Jakubowi, później wszystkim apostołom. W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi” (15,3-8). Zauważmy, że mowa jest o 500 braciach, z których większość żyje. To zdanie uwiarygodnia to wyznanie. Paweł domyślnie mówi tutaj, że można zapytać żyjących świadków, jeśli komuś trudno w to uwierzyć. Dlaczego nie ma tu wzmianki o kobietach, które widziały Jezusa? Pewnie dlatego, że, jak wspomniałem, zeznań kobiet nie traktowano poważnie. Łukasz odnotowuje, że relacja kobiet o pustym grobie i widzeniu aniołów wydała się Apostołom tak niedorzeczna, że im zwyczajnie nie uwierzyli. Więc w „oficjalnym” świadectwie Kościoła, kobiety pominięto milczeniem.

Gdybyśmy mogli przesłuchać Marię Magdalenę i jej towarzyszki, co by nam powiedziały? W opowiadaniach o pustym grobie powtarza się motyw spotkania aniołów, którzy przekazują wiadomość, że Jezus żyje. Jeśli w Biblii pojawia się anioł zwiastuje on wydarzenie, w którym mamy do czynienia z interwencją Boga. Niebo zstępuje na ziemię. Anioł jest zwiastunem, zapowiada nadejście Kogoś ważniejszego. Zmartwychwstanie wykracza poza zwyczajność. Nie sądzę jednak, aby Maria Magdalena koncentrowała się w swoim zeznaniu na aniołach. Najważniejsze jest to, że spotkała żyjącego Jezusa. Początkowo wzięła Go za ogrodnika, rozpoznaje Go dopiero, gdy On sam zwraca się do niej po imieniu. Ten motyw się powtarza we wszystkich opowieściach świadków. Ludzie, którzy znali doskonale Jezusa, nie rozpoznają Go w pierwszej chwili, gdy daje im się poznać jako żyjący po własnej śmierci. Jest więc pewna ciągłość historii Osoby, ale zarazem jest coś nowego, szokującego, co budzi zadziwienie, bojaźń, onieśmielenie. Świadkowie akcentują cielesność. Jezus ukazuje się, je, rozmawia, pozwala dotknąć swoich ran. Jego ciało nie podlega już ograniczeniom czasu i przestrzeni. Zmartwychwstanie nie jest tym samym, co wskrzeszenie Łazarza (musiał potem znów umrzeć). Zmartwychwstanie nie jest reanimacją zwłok, ale wejściem w radykalnie inny, nadprzyrodzony wymiar życia. Aby uwierzyć świadkom, trzeba wierzyć, że ów „inny wymiar” w ogóle istnieje. Czyli, że jest Bóg, i że jest niebo.

Każde ze spotkań ze Zmartwychwstałym ma swoją specyfikę (ogród, droga, wieczernik, Jezioro Galilejskie). Różne są reakcje świadków. Zwróćmy uwagę na silny opór Apostoła Tomasza, który domagał się dowodów, chciał dotknąć ran. Kiedy Jezus ukazuje się także Tomaszowi, pozwala mu na to. Apostoł składa wyznanie wiary: „Pan mój i Bóg mój”. Przykład Tomasza uczy, że droga do wiary prowadzi nieraz także przez wątpliwości, przez szukanie dowodów i wysiłek rozumu. Gdyby zmartwychwstanie było wymysłem, czy pisano by o wątpliwościach, czy akcentu nie położono by na cudowność (cielesność), która byłaby bardziej jednoznaczna?

Przedstawione argumenty nie mają charakteru niezbitego dowodu. Każdy z nich można podważyć. Jezus po śmierci ukazał się małej grupie uczniów i w gruncie rzeczy na tym opiera się cała nasza wiara w zmartwychwstanie. Dlaczego mamy im zaufać? Dlaczego Bóg nie dał nam mocniejszych dowodów do ręki? Taki jest widać Jego Boski styl. Nie przygważdżające argumenty, powalające znaki, ale łagodne pukanie do serc, budzenie wiary, zachęta, miłość... Tylko tyle i aż tyle, by powtórzyć za Tomaszem: „Pan mój i Bóg mój”.

Ks. Tomasz Jaklewicz

Gazetka

Parafia Najświętszych Imion Jezusa i Maryi

ul. Przyklinga 12, 40-551 Katowice-Brynów tel. 32 251 86 60

brynow.jm@katowicka.pl

Numer konta parafialnego: 71 1050 1214 1000 0090 3186 9135.