Wspomnienie o ś.p. Małgorzacie Lubinie

2021-04-10

Link

Straciliśmy prawdziwą perłę!

            Małgorzata Lubina urodziła się 22 kwietnia 1924 roku, jako druga z kolei po Klarze córka Gertrudy z Mildnerów i Feliksa Lubinów. Potem rodzina Lubinów powiększyła się jeszcze o  Leonarda (odszedł do Pana 2 lata temu przed Wielkanocą), Annę i Stefana. Mieszkali w pięknym, wybudowanym z czerwonej cegły domu z 1913 roku przy ulicy Lubiny. Ulicę nazwano tak na cześć ich pradziadka, który był tutaj szanowanym podobno sołtysem. Wokół rozciągało się gospodarstwo Lubinów. Dzieci wychowywane były z miłością, ale też z całą typową dla śląskich, chłopskich rodów – surowością. Lubinowie - to jeden z najstarszych rodów w Polsce, nie pański, nie szlachecki, lecz autentycznie chłopski – od pradziejów. W dokumencie z roku 1738 pt. „Spis powinności mieszkańców Katowic, Kuźnicy Boguckiej i Brynowa” (a wówczas jeszcze Brwinowa) można przeczytać, że w tymże Brwinowie Sobek Lubina był zobowiązany pracować przez 2 dni na pańskich dobrach. Ze spisu ludności mieszkańców na dobrach Kuźnicy Boguckiej (też rok 1738) wynika, że tenże Sobek Lubina, mieszkaniec Brwinowa, wywodzi się z Lendzin.

                                                           ***

            Gertruda – matka Małgorzaty była urodziwą kobietą obdarzoną dużym poczuciem humoru. Była taką prawdziwą „rozrabiaką” – wspomina Anna Lubina. I dodaje: Charakter po niej odziedziczył brat Leonard, z nimi było zawsze wesoło na rodzinnych spotkaniach. Feliks Lubina, ojciec Małgorzaty, był znaną postacią, gdyż walczył o polskość Śląska różnymi sposobami – z bronią w ręku w Trzecim Powstaniu Śląskim, ale i pieśnią patriotyczną, wszak był dyrygentem chóru działającego w czasie plebiscytu w sali restauracji Singerów przy ulicy Brynowskiej. Założył także teatr, do którego zaangażował najzdolniejszych członków chóru. Wyreżyserował m.in. takie sztuki, jak: „Królowa przedmieścia”, „Zemsta Cyganki” czy „Kat i Cyganka”. Sztuki te były wystawiane w wielu miejscowościach na Śląsku. Małgorzata odziedziczyła po ojcu zamiłowanie do teatru, a po mamie miłość do kwiatów. Jak wspomina p. Janek Rak – nasz długoletni kościelny - przez dziesiątki lat kwiatowe kompozycje w naszym kościele były dziełem jej rąk. Jeszcze przed wybuchem II wojny światowej Małgorzata uczęszczała do Miejskiego Gimnazjum i Liceum Żeńskiego przy Placu Wolności, a jej brat Leonard do Szkoły Handlowej w Zawodziu. Codziennie wędrowali tam pieszo, gdyż po 35 groszy na bilet autobusowy dostawali od mamy tylko wtedy, gdy padał deszcz lub śnieg. Najstarsza Klara pracowała daleko, aż w Nowym Bytomiu.

                                               ***

Tak było do wybuchu II wojny światowej. 3 września 1939 roku do Brynowa wkroczyli Niemcy. Przerażone Małgorzata i Klara uciekały na widok wjeżdżających ulicą Brynowską SS-manów. Pani Anna wspomina, że Małgosia z tych emocji dostała wysokiej gorączki, nie mogła się pogodzić z okupacją niemiecką. Lubinowie nieustępliwie trwali przy swej polskości, a polskim dzieciom wstęp do niemieckich szkół był teraz zabroniony. Klara utraciła pracę, Małgosia i Leonard nie mogli kontynuować nauki. Klarę, jako Polkę, skierowano do pracy w domu niemieckich „panów”. Było to niedaleko, w wysokim budynku na rogu ulicy Kościuszki i Poniatowskiego – wspomina Anna. Małgorzata uratowała się przed „landówą” pracując w gospodarstwie dziadków. Leonard musiał ciężko harować w składzie węgla jako zwykły robotnik. Najmłodsi Anna i Stefan na szczęście nie podlegali zakusom Arbeitsamtu. Wojnę dzielnie przetrwali wszyscy, zwarci i nieugięci.

                                               ***

            27 stycznia 1945 roku wróciła Polska – jednak nie ta wymarzona, wytęskniona, lecz taka inna - na sowieckich czołgach. I znów ciężko było Lubinom… Nie czas jednak i miejsce, by się o tym teraz rozpisywać. Po latach Klara podjęła pracę jako urzędniczka w Centrali Handlu Zagranicznego „Centrozap”, zaś Małgorzata w „Centrorudzie”, który wkrótce połączył się z „Centrozapem”. Obie siostry były tam cenionymi urzędniczkami handlu zagranicznego, a Małgorzatę oddelegowano nawet na jakiś czas do pracy w NRD. - Małgosia miała tam trochę kłopotów, gdyż nie ukrywała, że jest gorliwą i praktykującą katoliczką. To Jej apostołowanie nie było tam mile widziane – wspomina Anna. Mimo początkowej niechęci poszła na kurs, na którym świetnie opanowała język niemiecki, a potem w tym języku współpracowała z Niemcami jako przedstawicielka renomowanej w tamtych czasach firmy. Anna ukończyła szkołę pielęgniarską, Leonard szkołę Handlową, a najmłodszy z rodzeństwa Stefan – Akademię Górniczo-Hutniczą.

                                                           ***     

            Za czasów młodości rodzeństwa Lubinów świątynia parafialna była daleko – był to kościół pw. Piotra i Pawła przy ulicy Mikołowskiej. Klara i Małgosia należały tam do Sodalicji Mariańskiej, aktywnie uczestniczyły w życiu Domu Związków Katolickich, parafialnego chóru i teatru. Gdy do Brynowa przybył ks. Adolf Kocurek i dzięki ogromnemu wsparciu parafian dokończył budowę kościoła, opoką stali się aktywni, solidni, wszechstronni i odpowiedzialni za nową parafię Lubinowie. Senior rodu, Feliks Lubina, sprawił, że w warsztatach Kopalni „Wujek” odlano pierwszy dzwon do naszego kościoła. Wraz z synami szlifował już w domu surowy przecież odlew, a materiał na dzwon zbierali wszyscy brynowianie.

                                                           ***

            Najbardziej w życie naszej brynowskiej parafii zaangażowała się jednak Małgorzata. Była taką prawdziwą „prorokinią Anną”, zawsze obecną w naszej świątyni od jej budowy w 1957 roku, trwającą przy Chrystusie i starającą się pomagać każdemu proboszczowi na każdym polu, gdzie pojawiła się jakakolwiek potrzeba.

            Należała także przez wiele lat do Koła Stowarzyszenia Rodzin Katolickich przy naszej parafii, które aktywnie wspomagało brynowskich proboszczów oraz tutejsze rodziny w trudnym okresie transformacji ustrojowej.

            Przez wiele lat dbała o kwiaty w prezbiterium, swym pięknym sopranowym głosem podtrzymywała śpiew w czasie mszy świętych. Wielu z nas pamięta, że Pani Małgosia w czasie różnych spotkań i pielgrzymek chętnie śpiewała, a nie były to tylko pobożne pieśni. Jej przebojem numer jeden była wesoła piosenka o małej myszce (czy ktoś zapamiętał te słowa i melodię?). Należała również do wspólnoty Żywego Różańca Świętego i codziennie przed poranną mszą świętą prowadziła modlitwę różańcową, a w piątki Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Była obecna na wszystkich uroczystościach parafialnych, zawsze można było na nią liczyć. Brała udział w wielu parafialnych pielgrzymkach, dając zawsze świadectwo wiary i umiłowania Boga, który w Jej życiu zawsze był na pierwszym miejscu. Wielkim szacunkiem i wsparciem darzyła wszystkich kapłanów posługujących w naszej parafii. W miarę swoich możliwości i sił, których z wiekiem ubywało, pomagała im służebną pracą i modlitwą. Przez wiele lat w czasie procesji Bożego Ciała można było podziwiać Ją w śląskim stroju, gdyż w ten sposób podtrzymywała rodzinną i lokalną tradycję. Można powiedzieć, że Jej życie było całkowicie podporządkowane parafii i świątyni, gdzie codziennie karmiła się Ciałem Pańskim. Od samego początku była wierną czytelniczką naszej parafialnej gazetki.

W ostatnim czasie z powodu pandemii i osłabienia z racji wieku musiała się izolować i było to dla niej bardzo trudne.

                                                           ***

            Pani Małgosia nie lubiła mówić o swoim zaangażowaniu w parafii, wszak robiła to na chwałę Boga. Skromność była Jej podstawową cechą. Jak przystało na tercjarkę Franciszkańskiego Zakonu Świeckich. Wiele razy próbowałam namówić Ją do zwierzeń, jednak zawsze uparcie odmawiała - dając pierwszeństwo Bogu. Udało mi się dopiero pod koniec ubiegłego roku zebrać trochę bezcennych wspomnień o początkach naszej parafii opowiedzianych mi przez telefon ze względu na drugą falę pandemii.

            Na koniec pragnę dodać, że Jej imię Małgorzata – Margarita oznacza perłę. Przez Jej odejście straciliśmy zatem bezcenną Perłę, ale ufam, że zyskaliśmy wielką Orędowniczkę w niebie. Wierzę, że teraz razem z ks. kanonikiem Kocurkiem będą omawiać wszystkie nasze brynowskie sprawy i cieszyć się nowym obrazem Miłosiernego Jezusa w naszej świątyni.

            Kochana Pani Małgosiu, odeszłaś do Pana cichutko w Wielkanocny Wtorek 6 kwietnia br. w samo południe. Na Anioł Pański biły nasze dzwony, a już wieczorem nad brynowskim niebem zajaśniała nowa gwiazda! Pozostaniesz w naszych sercach, w naszej pamięci i modlitwie na zawsze! Wieczny odpoczynek racz Ci dać Panie, a Światłość wiekuista niechaj Ci świeci na wieki. Amen.

  Krystyna Kajdan

Kondolencje Arcybiskupa Katowickiego

                                                                     

Gazetka

Polecane

Parafia Najświętszych Imion Jezusa i Maryi

ul. Przyklinga 12, 40-551 Katowice-Brynów tel. 32 251 86 60

brynow.jm@katowicka.pl

Numer konta parafialnego: 71 1050 1214 1000 0090 3186 9135.